czwartek, 12 lipca 2012

Śmieszne spodnie

Lubię śmieszne spodnie. Wielkie kolorowe szarawary. Gatki w kwiatki. Szerokie, przypominające spodnie od piżamy. 

Mam takie zdjęcie z piątej klasy (albo z szóstej... Jeśli mam na tym zdjęciu okulary, to będzie szósta klasa) zrobione przed klatką schodową - ja i trzy moje najlepsze koleżanki z podstawówki. Ech, muszę je wydobyć... Bo na tymże zdjęciu moje koleżanki ubrane są najzupełniej normalnie, a ja... Cóż, już w dzieciństwie przejawiałam skłonności do eksperymentowania. Czasem wychodziło lepiej, czasem gorzej. Akurat w tym stroju czułam się prawie dobrze :).

Na rzeczonym zdjęciu mam luźne granatowe spodnie w nieokreślone mazaje. Miały w pasie szeroką czarną gumę. Można takie kupić obecnie w sklepach. Do tego szła ciemna (nie pamiętam czy granatowa czy czarna) bluzka koszulowa z żabotem oraz kamizelka w brązowo-białą pepitkę. Uwielbiałam tę kamizelkę! Całość psuły buty. Wiecie, pamiętacie - czasy to były, kiedy tylko "adidasy" można było kupić. Ew. trampki lub lakierki. 

Może strój opisany powyżej jest śmieszny. Ale, wierzcie mi, naprawdę dobrze go wspominam. I nie przypominam sobie, by ktoś się ze mnie śmiał wtedy. Za plecami - kto wie? Plotki do mnie nie dotarły.

W 2008 roku, w Lizbonie, wszystkie dziewczyny chodziły w kolorowych aladynkach. I ja takie mierzyłam - w chińskim sklepie kosztowały chyba 10 euro (a wtedy było bardzo tanie euro - mniej niż 3.50). Czułam się w nich super, wyglądałam nieźle, ale... stchórzyłam. Bałam się śmieszności.

Dziś już się nie boję. No trudno, najwyżej ktoś się uśmiechnie pod nosem. A niech się uśmiecha. Niechże mu humor poprawię. Choć ze spodni we wszystkie kolory tęczy raczej się śmiać nie będzie, bo, niestety, nie jest to widok rzadki na naszych ulicach. 

I choć tył (oraz przód) mam w rozmiarze co najmniej 40, a gatki kolorowe jeszcze mnie powiększają, to z dumą noszę swoje piękne spodnie. Popijam herbatę z kubka z Lizbony, piszę na komputerze o dość niecodziennym pulpicie (jeden z moich ulubionych obrazów). Książki czytam. Pracuję. Cieszę się fantastycznym przeciągiem. I zdjęcie jedno wstawiam, i już kończę pisać. Wiem, jak trudno jest czytać cudze wynurzenia.


Tak, to kolorowe to moje spodnie.

9 komentarzy:

  1. Oooo!Łał! Jak dobrze, że wróciłaś:)
    Po ciuchu liczę na zdjęcie z Tobą w roli głównej, wizualizację wynurzeń itp.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ten pulpit, to nie Klimt jakiś????? No i gacie pokaż:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to nie Klimt (aczkolwiek czasy chyba te same) a Jan Toorop :). Polski tytuł to "Trzy oblubienice". To jeden z moich ulubionych obrazów. A gacie - może, kiedyś :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. A Biurową kiedy mi będzie dane poczytać? :)

      Usuń
    2. Już nie robię w tej branży :D

      Usuń
  4. Jak dobrze, że wróciłaś:))))Pada deszcz a ja się cieszę, że znów poczytam mądre rzeczy:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie, że wróciłaś :) A gdzie stare posty?
    czytelniczka Ola

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję, dziękuję wszystkim za słowa miłe i podnoszące na duchu! :) "Mądre rzeczy" - no czasem takie piszę, ale akurat bloga do nich nigdy sama nie zaliczałam :D.
    Stare posty już nie wrócą, o nie :). Mogłyby zostać wykorzystane przeciwko mnie, a tego bym nie chciała :).

    OdpowiedzUsuń